do świata 2009-06-23 15:48:02


 

skomentuj

i did it! 2008-05-22 12:33:39

 










































































































skomentuj

niezła robota! 2007-11-20 21:39:48


skomentuj

nowe ikony 2007-05-06 20:59:39




skomentuj

baba jaga, czyli jaś i aga 2007-03-09 00:15:04

młodzi, zepsuci i niedorysowani.

skomentuj

its my party 2007-01-08 22:28:13



last party




skomentuj

pieprzonym polonistkom 2006-12-21 14:45:16






skomentuj

pekapestyle 2006-04-20 14:04:41

pokonując trasę warszawa-augustów dwa razy skorzystałam z ustępu, by wypróżnić pęcherz. każdorazowo, po skończonej robocie, zastanawiałam się czy operację zakończyć myciem rąk, czy pozostawiając ranę nie zaszytą nie umytą uciec ze szpitala. na pierwszy rzut mego pięknego oka alternatywa była równoważnie odrażająca-z jednej str brudne ręce, z drugiej woda i urządzenia sanitarne. ale jako potomek matematyka wiem, że nie ma równych połówek, nawet piersi mam niesymetryczne, więc podjęłam się rozwiązania nierówności. wizja wody brudniejszej niż twoje i moje sumienie razem pomnożone przez tysiąc sześćset dwa mnie zalała powaliła, więc chwyciłam za klamkę ratując się przed powodzią, zaskoczona i dumna z solidaryzacji z ludzką rasą i ich abiektami, a sprzeciwem wobec pracy maszyn (i tak podszytą człowiekiem). towarzyszące mi duma i radość rozmyły się jednak już w moim przedziale nabitym szeregiem seryjnych bazarowych bab. bowiem moja podróż wyglądała jak krótka seria z maszynówki, to jest- jakbym strzelała dookoła karabinem maszynowym i sama wypluwała wszystkie kule, jakbym pluła po kątach matrioszkami różniącymi się tylko kolorem szminki. a więc po środku nich: ja- ofiara młodości i ich srogiego wzroku spowita cieniem. turkusowym, bo z ich powiek, pod którymi wywoływałam subtelne i nie do końca uświadomione wspomnienie ich cnoty, tudzież milszych czasów. popadły zatem zaraz w sen płochliwy jak młoda dziewczyna na wojskowej pijatyce, przerywany co mocniejszym pchnięciem pociągu. i ten pociąg, ah! ten pociąg, jak rwisty koń ten pociąg, dynamiczny kochanek prący naprzód, zapłaciły więc korzystają, kochanek nieposkromiony, to już małkinia?-pytają, a w myślach chwalą za brutalną acz podniecającą szybkość, falbany ich spódnic falują jak obwisłe wargi sromowe, powiewy powietrza targną na rajstopy pnąc się jak chłopek po rynnie, i już jest w sypialni i ah! mietek! mietek mu było! to ja może zamknę okno, bo przeciąg- mówię świadomie przerywając im tę proustowską ekstazę wspomnień; zbudzone, spod powłóczystych powiek wiejskiej divy, odchrząkują i potakując znowu zapadają w onanistyczny odpoczynek. każda minuta snu zabiera im rok, każda sekunda zmazuje gram szminki, na powrót stają się nagie, nieme i niebanalne. i one się nie gubią, prawda? ani nie popadają w nicość? tylko z powrotem wracają przed oblicze boga, na klęczkach wracają, żeby na powitanie żywota wiecznego obciągnąć mu laskę. amen.
pokonując trasę to chyba jednak zbyt duże słowa na te czasy bez klasy. kto by w sumie chciał tak się trudzić i w gruncie rzeczy ile w tym mojego udziału? czterdzieści cztery złote, bo wybrałam jednak klasę pierwszą, niby elitarną a były tłumy.


skomentuj

lepiej mieć raka niż nie mieć jakiegokolwiek życia wewnętrznego.albo grafomanię 2006-04-03 04:59:24

wszystko sprowadza się do smutnego wniosku, że kolejność notek jest co najmniej niestosowna.
'wszystko' może przecież oznaczać linie fabularną tej notki. piszę notki, a przecież to blog obrazkowy. przynajmniej dotąd. zresztą jednen blog literalny już mam. zresztą nie jeden i można by zaryzykować, że pewnie nawet ze 4. ale tylko jeden adres pamiętam (skąd osobisty wniosek, że reszta zakładana pewnie po 23; czyli porze uprawianej przeze mnie na gruncie alkoholowym).
interesuje mnie dlaczego nie wystarcza mi zamieszczanie samych obrazków, opatrzonych przecież tytułem i nierzadko tektem gdzieś w swojej strukrurze wewnętrznej, stricte wizualnej. no i przedewszystkim po co. zawsze podejrzewałam siebie o subtelną grafomanię, jednak od ponad 2 lat mężnie z tym walczę i niezapełniam pustych przestrzeni swoją manierą. chyba dlatego że doszłam do wniosku, że pustych przestrzeni nie ma, co najwyżej przestronne krajobrazy. ale przed chwilą skończyłam czytać książke. a jak się kończy czytać, to się zaczyna pisać. rano wieczór we dnie w nocy: wydalanie wydalanie. amen. a książka była słaba. w takim sensie, że podobną ja mogłabym napisać, więc istnieje możliwość że dwa poprzednie zdania pojedyncze będą kiedyś uchodzić za komplement. rzeczona słabość wynika z nadwyreżenia formalnego spowodowanego próbą sprostania pomysłowi. bo to książka konceptualna i za ten sprytny koncept autora chwalę, a 'ojciec odchodzi' w chwale.
i dlaczego szukam wytłumaczenia?
wszyscy znajdziecie się w moim muzeum rzeczy kosmicznych.
wiem o tym i dlatego piszę.


skomentuj

wydrążeni ludzie 2006-04-03 00:58:25





więc okrążajmy kaktus nasz kaktus nasz kaktus nasz więc okrążajmy kaktus nasz o piątej godzinie rano




skomentuj

słowokot 2006-03-31 00:37:59




błyskotliwy bełkot

skomentuj

proponuje dzisiaj symulakr 14st ego lut ego 2006-03-24 22:41:28




na początku była chuć.
potem wspólne obiady i zakupy w tesco.


no i spacery.


(there is only Alice)

skomentuj

prosto spod kredek 2006-03-24 01:39:43




skomentuj

naprawdę 2006-03-11 03:10:37


skomentuj

kurom z mojej poduszki 2006-01-24 15:01:57




kon::takt
kon::kret
kon::sumpcja








skomentuj